Porwanie

Piątek, 21 stycznia 1983, krótko po godzinie 16tej, Janusz Krupski wychodził z księgarni OR PAN mieszczącej się w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Przed budynkiem czekało na niego trzech mężczyzn. Jeden z nich, wskazał go pozostałym dwóm funkcjonariuszom, po czym odszedł. Ci podbiegli do Janusza, chwycili go pod pachy i wepchnęli go do nadjeżdżającego samochodu.
„Jechaliśmy w zupełnym milczeniu poza Warszawę w kierunku Puszczy Kampinoskiej- wspomina Krupski”. W miejscowości Truskaw [kierowca] skręcił do lasu i po przejechaniu ok. 500 metrów zatrzymał się. Polecono mi wysiąść z samochodu. Kazali mi się rozebrać”. Krupski zapytał: „Czy panowie zamierzacie mnie tutaj rozwalić?”. Funkcjonariusze, grożąc bronią gazową, kazali mu położyć się twarzą do ziemi. Jeden z nich wylał część zawartości butelki na plecy Janusza. Późniejsze badania wykazały, że był to stężony roztwór fenolu z ługiem. Na szczęście część roztworu wchłonął  gruby  sweter.
„Poczułem ostry zapach i palenie na plecach. […] Kiedy otrząsnąłem się z oszołomienia, samochodu  już nie było. Włożyłem zlane tą samą substancją buty i kurtkę, dobiegłem do autobusu. Pojechałem  do Joanny.
Funkcjonariusze Grupy „D” Departamentu IV MSW wykonywali polecenie swojego przełożonego, Grzegorza Piotrowskiego, jednego z przyszłych zabójców księdza Jerzego Popiełuszki. Wcześniejszy plan zakładał również wrzucenie Krupskiego do zbiornika wodnego… Czy u esbeków zagrały ludzkie uczucia, czy po prostu spieszyli się?